JEGO okiem:
Szok mieści w sobie pokłady terapeutyczne. Jest wyznacznikiem indywidualizmu i jego granicą zarazem, razi, rani, odgradza, wykorzystuje, upokarza. Terapeutyczne źródła szoku znajdują się tam, gdzie pojęcia rażą przeciętne ludzkie oko, wydają się na pierwszy jego rzut absurdalne.
Człowiek leżący na śniegu, ze skrzyżowanymi na piersiach rękami, w zastygłym półuśmiechu, wyraźnie kpiącym, ma w sobie coś terapeutycznego. Jednocześnie wydaje się antyludzki, niedostępny, przeznaczony do pudełka, złożenia, bardzo dokładnego i eleganckiego. Człowiek-Śmierć czy Max Von Sydow jako mistrz iluzji, jednocześnie demaskujący sam siebie, dr Vogler bez twarzy. Co za różnica. Mimo wszystko, szok jednak słabo się sprzedaje. Gołe tyłki, obwisłe piersi prostytutek, dzieci ulicy, gwałciciele-kolekcjonerzy, ukrzyżowane mięso licytowane westchnieniami w oczach znawców sztuki, czy kazirodztwo – nawet tego nie pakują do ładnych toreb, nie ozdabiają wstążeczkami, nie ma z tego kasy. A nieśmiałe próby komercjalizacji de Sade’a kończą się jednak fiaskiem, cichym i absolutnie niespektakularnym.
Ta potrzeba szoku, jaka tkwi w ludziach od najdawniejszych epok, mnie ciekawi. Publiczne kamienowanie ludzi, rozrywanie końmi, lanie gorącego ołowiu do pępka przemawiają do mnie terapeutycznie. A miłość szokująca? Ta szokująca pogoda! „Szokujące postawy młodzieży dzisiaj obserwujemy, nieprawdaż?” Zaczynam tęsknić za szokiem dawnym, pierwotnym, emocjonalnym, zamykającym usta a nie je otwierającym. Tęsknię za szokiem milczenia, z jednej, a szokiem zdziwienia z drugiej strony. Jakie czasy, taki szok.
D.
JEJ okiem:
Jakie czasy, taki mrok. Dzisiejszy mrok jest wypełniony serpentynami, wkraczając nań - w sensie duchowym i fizycznym - chce się doświadczyć czegoś obrzydliwie szokującego, dotknąć demona o ładnej twarzy; bo wierzy się jeszcze, że Zło - owszem, jest - wcale nie takie brzydkie. Zło nie w sensie bibilijnym, moralnym czy nawet obrazkowym, tylko Zło jako przeciwieństwo Dobra, bez głębszego wymiaru. I już nie trzeba Kołakowskiego czy Świętej Księgi do refleksji. Skoro średniowiecze to "ciemne wieki", to postmoderna (tak, nasze czasy, XXI wiek cały i obolały) to "oślepiające wieki". Oślepia nadmiar, oślepia kicz, oślepia też intelektualizacja tegoż kiczu. I nie ma co narzekać, my ten kicz lubimy, bo w nim zanurzeni, nijak nie chcemy wracać do ciemności. Ani do Zła, bo i ono mamy podane na tacy: negatywny bohater to Joker, w grze komputerowej można zabić Bardzo Złego, a islamiści są gorsi od katolików (no, nie według samych islamistów). Za każdym razem wydaje się, że to jałowe rozważania... Wrócić do Raju, które było "miejscem, gdzie wiedziano wszystko, lecz nie wyjaśniano niczego. Świat sprzed grzechu, sprzed k o m e n t a r z a" (Cioran) i... zanurzyć się w świętym spokoju.
Bez komentarza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz