5

JEGO okiem:

Baudelaire miał 44 adresy, był tułaczem, głosem artystycznej wędrówki, symbolem miasta; wiecznego święta. A ja nie narzekam, jak otoczenie, zaczepiłem się solidnie, niczym duch wylewam potencjał (od)twórczy na papier, który fizycznie nie istnieje, staję się głosem doradczym, osobą bez twarzy. Jestem niewolnikiem cyferek, które można sprawdzić wsunięciem kawałka plastiku do płaskiej gęby. Adoratorem estetyki, czerpanej ogromnym, acz nie zardzewiałym wiadrem. Jestem duchem słyszalnym, pomocnym, niewyobrażalnie zdolnym niekiedy; innym razem rzeczowym, choć nie lakonicznym. Służę, a misją moją jest oponowanie, bunt, sprzeciw sarkastyczny, na szkodę  – nie chełpię się demoralizacją, czerpię ze zdroju z-jadliwego, koniecznego, bez możliwości uzdrowienia. Sączę krople pożądliwe, ambicjonalne, choć wcale nie wzniosłe – mąka, z której wyrabiam chleb jest dobra.

Zmieniam adres pobytu. Dojdzie kilka nowych numerów, kilka starych przyzwyczajeń, poszukuję nowych odsłon tej samej rzeczywistości, która roztapia się, rozszerza; bez rozrzewnienia patrzę za siebie: wszędzie płasko, bez wybojów, z wieloma "nie" na karku, przed oczyma tylko zwężające się pole pojęć, niemoc doprecyzowania.

Bez porównania.